piątek, 23 sierpnia 2013

Rozdział 2 "Nic nie jest takie, jak się wydaje..."

~Perspektywa Melanie

Ona sobie chyba żartuje. Niby Zayn Malik ma się uczyć w naszej szkole?! WTF?! Mam dosyć rozpieszczonych gwiazdeczek, a Carol się z tego cieszy! Chyba upadła na głowę.
-Jaja sobie ze mnie robisz-powiedziałam do dziewczyny.
-Nie! On tu będzie! O boże, aż chce mi się krzyczeć!
Przybiłam sobie facepalma.
-Dobra, ta rozmowa jest totalnie bez sensu-zakończyłam.

* * *

Pierwsza lekcja ciągnęła się niemiłosiernie (zresztą inne też). Aż w końcu nadszedł zbawienny ostatni dzwonek. Szybko zgarnęłam wszystkie książki do torby i wyszłam z sali. Kiedy szłam korytarzem jak zwykle miałam wrażenie, że wszyscy na mnie patrzą i rozmawiają o mnie. Przez chwilę zdawało mi się, że usłyszałam "Patrzcie to ta dziewczyna której ojciec jest alkoholikiem. Słyszałam, że zmienia panienki jak rękawiczki". To mnie zawsze bolało. To, że przez mojego ojca nie mam nikogo oprócz Carol. Tylko ona potrafiła mnie pocieszyć, ona i moja kochana Cookie która mieszkała w domu mojej przyjaciółki. Byłam tak zajęta myślami, że nawet nie zauważyłam kiedy wyszłam na parking szkoły na którym stały różne kolory najnowszych marek samochodów innych uczniów. Zawsze marzyłam żeby kiedyś mieć jakikolwiek samochód. Ale za miast tego musiałam wszędzie chodzić wystawiona na pastwę spojrzeń innych przechodniów. Nienawidzę tego. Założyłam słuchawki i włączyłam sobie PIOSENKĘ w której się zakochałam. Zakochałam się nie w niej samej tylko w tekście. Był taki cudowny... Ale ja tu gadam bzdury, a nie wiem czemu dalej stoję na tym cholernym parkingu. Zaczęłam iść w stronę furtki jak zwykle ze wzrokiem wbitym w ziemię. Kiedy w końcu dotarłam do domu od razu pobiegłam do pokoju i rzuciłam plecak na podłogę obok łóżka. Sama podeszłam do okna, otwarłam je, usiadłam na parapet spuszczając nogi po drugiej stronie okna i zapaliłam papierosa. To dawało ukojenie moim zszarganym myślom i zranionej duszy. Papierosy i muzyka... Tak muzyka to moje życie. Oraz moja kochana suczka dzięki której się uśmiecham. Beznamiętnie wpatrywałam się w przejeżdżające samochody. Czasem jacyś pojedynczy przechodnie mijali moje miejsce zamieszkania, ale teraz nie zwracałam na nich uwagi. Teraz myślałam tylko o tym co czeka mnie jutro...o spotkaniu z panem "Jestem gwiazdą"...

~Perspektywa Zayn'a

Zacząłem szykować się do wyjścia. "Po jaką cholerę mam tam w ogóle iść?!" pytałem w myślach.
-Zayn! Wychodzimy!-krzyknął mój ojciec. Westchnąłem głośno i ruszyłem po schodach na dół.
Rodzice spojrzeli na mnie lekko krytycznym spojrzeniem aż w końcu wyszliśmy z domu przed którym jak zwykle czekało pełno paparazzich. Zaczęliśmy przepychać się przez tłum który co chwila oślepiał nas fleszami aparatów. Po chwili- która w moim przekonaniu trwała wieczność-usiedliśmy w samochodzie i ruszyliśmy na galę. "Tym razem tylko nie zapomnij tekstu, nie zapomnij tekstu..."powtarzałem w głowie. Ostatnim razem w połowie piosenki miałem w głowie pustkę i nie mogłem sobie nic przypomnieć. Po występie Paul na mnie na wrzeszczał i dał mi "mini szlaban". Jednym słowem zabronił mi spotykać się z dziewczynami. On jeszcze tego nie wiedział, ale to mi sprawiło przyjemność, bo (cytuję): "Masz siedzieć w pokoju i się z niego nie ruszać. I nie waż się z nikim spotykać..." Po chwili już byliśmy przed tym klubem w którym mieliśmy dzisiaj grać. Znów pierwszą rzeczą która nas przywitała byli paparazzi. Tym razem ochroniarz prze prowadził nas do drzwi. Już przy wejściu rodzice mnie zostawili na pastwę nastolatek. Dzięki bogu miałem obok siebie ochroniarza. Więc ruszyłem w stronę kulis i tam spotkałem się z "panem zrzędą" (czytaj Paul'em).
 
* * *
 





-Dziękuję, że jesteście tu teraz ze mną-mówiłem do mikrofonu pod koniec koncertu.-Jak dobrze wiecie teraz chciałem zawiesić wszystkie występy, bo zdecydowałem się pójść do szkoły. Teraz wasze wsparcie bardzo mi się przyda więc nie pozostaje mi nic innego niż pożegnać się z wami na jakiś czas. Tak więc do zobaczenia!
Zszedłem ze sceny, a Paul chyba pierwszy raz w mojej karierze poklepał mnie po ramieniu. Może był ze mnie dumny?
-Widzisz tamtą dziewczynę?-zapytał i wskazał brunetkę przy barze. Już wiedziałem skąd ta "pochwała".
-Nie, nie zrobię tego więcej. Kończę z tym, bo mam tego zwy...
-Ty o niczym nie decydujesz-przerwał mi.-Ty tylko ładnie śpiewasz i robisz to co ci każę. Zrozumiałeś?
-Czyli,że nie mam własnego życia? Jestem zdany na twoją łaskę? Tak?! O to ci chodzi?!-zacząłem krzyczeć. Zaczynało mnie to już denerwować, że nie mogę nic zrobić bez jego zgody. Już mnie nie obchodziło co mi może zrobić, bo po prostu się odwróciłem i ruszyłem w stronę wyjścia. Co mnie zdziwiło to to, że Paul za mną nie poszedł, ba! nawet mnie nie zatrzymywał. Wsiadłem do samochodu i pojechałem z powrotem do domu. Każdy kto patrzy na gwiazdy może powiedzieć "On ma idealne życie" ale ja preferuję zasadę, że nic nie jest takie jak się wydaje...


_______________________________________
Hej, mam nadzieję, że sprostałam waszym oczekiwaniom :) Bardzo dziękuję Darassowi :3 i Paszczaakowi, bo to dzięki nim napisałam ten rozdział. Więc również dedykuję im ten rozdział :* Tak czy inaczej do napisania w następnym rozdziale ;)